Koniec studiów, egzamin, przemyślenia na temat nauki

Hmmm, tak zbierałam się do napisania tego posta i zbierałam. Temat nieco, bym rzekła, średnio ciekawy, bo dotyczący studiów. Wiadomo, studenci zawsze przeżywają swój los i każda sesja do dla nich standardowo koniec świata. Przynajmniej u mnie tak było :D Zawsze były w tym czasie składane naprawdę żarliwe modły (musiały być wysłuchiwane, bo moja wiedza na pewno nie wystarczała na zdawanie zbyt wielu egzaminów). Następnie przychodziły obietnice poprawy i głęboka wiara w to, że od nowego semestru nie ma bata, uczę się regularnie. Że nie powtórzę traumy sesji, nie powtórzę picia energetyków i nauki o 3.00 w nocy, kiedy to mózg już nie przyjmuje zbyt dużo. No i tak co semestr przez 5 lat :D hahahha naprawdę tak było! Ale to mowa o moich pierwszych studiach, czyli... polonistyce.
![]() |
To zdjęcie nie jest przypadkowe. Kojarzy mi się z siłą,
może dlatego że właścicielką tego zestawu została
silna kobieta.
|
Ten egzamin, który mnie czeka, jest już egzaminem końcowym po studiach podyplomowych. Matko, te studia to był dla mnie raj. Po pierwsze, w końcu (!), to co studiowałam, interesowało mnie. Oczywiście, były jakieś tam przedmioty, na których było słabo. Nie zmienia to faktu, że ogółem to przyuczałam się (fajne słowo) do tego w czym się dobrze czułam. I tu nachodzi mnie refleksja... matko, co ja znosiłam na polonistyce i to prze 5 lat życia. Studiując pedagogikę ZROZUMIAŁAM, że przechodziłam przez męczarnię. Z tym, że ja byłam pewna, że tak musi być. Że każdy się męczy, że trzeba się męczyć, że to tak ogólnie w życiu wygląda. Pisanie pracy magisterskiej (która osobiście mi się mimo wszystko podoba hahahha) to było piekło. Nie czułam tekstu literackiego. Nigdy. Zbyt prosto patrzę na życie, za bardzo lubię realizm, żeby odpływać w fabułach. Ja tu chciałam odpływać w jakieś analizy psychologiczne bohaterów, a niestety to nie było tematem analizy tekstu. Kocham dokumenty, tak, to do mnie przemawia. Ja je po prostu rozumiem :D Do dziś słysząc jak ktoś pyta mnie o coś filologicznego, to mam wstręt. Słyszę, że przecież jesteś polonistką... please, don't kill my vibes!
Nie mogę jednak skreślać ogólnego dorobku moich studiów. To co pewne, że dzięki uczelni naprawdę poszerzyłam horyzonty. Druga ważna dla mnie sprawa, że miałam kontakt z wykładowcami, a kilkoro z nich było dla mnie ogromną inspiracją. Mieli w sobie to coś, co pozytywnie na mnie działało. Po ich zajęciach miałam w sobie taką siłę i chęć do rozwoju intelektualnego. Bardzo sobie to cenię. Po trzecie, nawiązałam przyjaźnie i znajomości, które trwają do dziś.
Zmierzając do końca (gratuluję, że nadal tu ze mną jesteś i czytasz me wynurzenia), to... i uciekła mi myśl :D Mniejsza z tym. Za tydzień egzamin podsumowujący 1,5 roku studiów podyplomowych. Mam ochotę na kolejne, ale musiałyby panować na nich tak dobre warunki, jakie miałam na tych. Bo ja już nie zamierzam sobie utrudniać życia. No way...

Komentarze
Prześlij komentarz