2019 - co mi po tobie zostaje?
Napisanie tego tekstu chodziło mi po głowie kilka dni. Kończy się rok, który był dla mnie powiem Wam trudny. Pierwszy raz w życiu poczułam co to znaczy mieć "pod prąd". Co to znaczy, że naprawdę się nie udaje. Że nie idzie. Z drugiej strony, jak mam coś napisać, udostępnić, zawsze mam myśli na temat tego, "czy warto" pokazywać prawdziwszą siebie. Czy się uzewnętrzniać? Jak mocno? Są tacy, którzy udostępnili ostatniego posta w 2012 i żyją. Tylko czy ja tak właśnie chcę żyć XD haha No nie.
W takim razie jaki był dla mnie ten rok, czego się dowiedziałam, co mi się potwierdziło, a może co odkryłam.
1. Czas mija bardzo szybko. Ile setek razy rano szłam do pracy, odczuwałam stres przed tym co mnie czeka. Myślałam, że dziś nie dam rady, że ja tam po prostu nie chcę iść. I owszem, bywało i bywa różnie. Raz w porządku, innym razem nieprzewidywalnie, niesamowicie męcząco... tylko że już jest dawno po tym wszystkim. To i tak wszystko minęło. Ile razy miałam naprawdę słaby dzień w pracy, więc z niepewnością i strachem szłam do niej następnego dnia. I tego następnego dnia było świetnie. I wiecie co, takie sytuacje uczą mnie, że wszystko mija i minie. I te dobre chwile, ale i te fatalne. Że po złym czasie, w bardzo niespodziewanym momencie, przychodzi dobry. Ta myśl daje mi duże wsparcie, dla mnie samej. Uwielbiam dwa zdania, które wpisują się w to, co wyżej napisałam:
You've survived 100% of your bad days.
Even your worst days only have 24 hours.
Świadomość, że to i tak wszystko minie, daje mi sporo ulgi.
2. Drugą rzeczą, którą sobie uświadomiłam wraz ze świadomością upływania czasu, żeby nie brać tak wielu spraw na poważnie, jeżeli nie są naprawdę poważne ;) Czasem porównuję swoją sytuację życiową z ubiegłych lat z tym gdzie jestem dzisiaj. Parę lat temu marzyłam, modliłam się o to, żeby minęło mi coś, co uparcie mi nie mijało. Było to moją udręką i piekłem, jakby chorobą. I ja z tym żyłam, pracowałam, wychodziłam do ludzi, ale zawsze mi to towarzyszyło, ten ogromny dyskomfort. I wtedy myślałam sobie, że jakbym tego nie miała, to nie ma dla mnie już żadnej trudności w życiu. Po tym doświadczeniu na wiele rzeczy patrzę z nieco innej perspektywy. Wiele rzeczy straciło dla mnie wartość i znaczenie, na przykład typowa kariera, akceptacja innych, w dużej mierze zdanie innych. Włączył mi się tryb: ochrony siebie. Staram się otaczać siebie tym co dla mnie najbardziej komfortowe, bezpieczne.
3. W wieku 30 lat dowiedziałam się, że mam... wadę wymowy, a mianowicie seplenienie boczne. Serio! I przez to miałam problem, żeby dostać się na logopedię. Jak ja w to nie mogłam uwierzyć! Po prostu szok! Miałam wszystko zaplanowane... Aż tu nagle pani na rozmowie na studia uświadamia mnie, że mam ogólne dobre warunki na logopedę ale gorzej z wymową. I wtedy był ten moment, kiedy zrozumiałam, że nie idzie zgodnie z planem. Co ja mam teraz zrobić? To, czym się teraz zajmuję, miało być tylko etapem. W ogólnym rozrachunku dostałam się, bo moja wada jest do korekty. Nie jest to jakiś problem anatomiczny. W każdym k**** razie, tyle lat żyłam w przekonaniu, że wymawiam słowa poprawnie :D No to już wiem, że NIE.
4. Nie ma nic lepszego, niż czytanie sekcji komentarzy niemal pod czymkolwiek. Kto czyta komentarze, ten doskonale zrozumie jak bardzo można się popłakać ze śmiechu XD
5. Już chyba nigdy nie będę lekceważyć głosu intuicji. A jeżeli go zignoruję, to już w pełni świadomie XD Teraz trochę żartuję, ale początek roku był dla mnie fatalny właśnie przez to. W pracy zaproponowano mi pewną, znaczącą zmianę. Wszystko we mnie mówiło, żeby tego nie robić. Ale ja tym razem postanowiłam podejść do sprawy wyjątkowo rozumowo... Sama sobie tłumaczyłam i sama się przekonywałam, że ta zmiana będzie dobra. Nie wiem gdzie był wtedy mój prawdziwy mózg, ale chyba panował mróz i szare komórki były zahibernowane. Po przekonaniu samej siebie, że zmiana, będzie dobra, pozostało mi do dzisiaj płacić tego konsekwencje... Głos intuicji był bardzo silny, dużo mi mówił. Wiem dzisiaj, że należy wierzyć tylko sobie!!! Nie słuchać żadnych rad, namawiań, przekonywań, podpowiedzi.
I druga sprawa. Jeżeli mam się do czegoś lub kogoś przekonywać, to na pewno nie jest to odpowiednia rzecz i osoba dla mnie. P.S. Nie słuchajcie koleżanek, które będą Wam tłumaczyły, że ten chłopiec w modnych spodniach przed kostkę jest Waszym ideałem i że trzeba dać mu szansę XD i że uczucie nie przychodzi od razu, bo to wymaga CZASU (czytaj: nigdy) co najmniej 400 spotkań i przekonania siebie, że tak wygląda życie.
6. I nawiązując do tego o czym zaczęłam pisać wyżej. Kiedyś myliłam pewne cechy u mężczyzn. Na przykład. Koleś był dość wycofany, w miarę spokojny, nie starał się wyróżniać, nie popisywał się i nie udawał pewnego siebie, postrzegałam go za naturalnego w swoim zachowaniu. Tak bardzo ogólnie to określam. I ja często uznawałam takiego faceta za poczciwego, dobrego człowieka. Nie, to nie była poczciwość. Okazuje się, że za tym co interpretowałam jako poczciwość, była zwykła ofermowatość, brak ogólnie męskości, taka ogólna niepewność w stylu bycia. Myślę, że tak wybierałam, bo widzę wielu lovelasów, zdradzających, mających swoje kobiety, a oglądających się za połową tyłków obok nich przechodzących, fuckboyów, którzy udają nie wiadomo kogo, więc chyba zaczęłam uciekać w taką niby bezpieczną stronę. Ale to mnie nauczyło, że nie szukam skrajności, ale środka. Żadnych mięczaków i żadnych kozaków. Czy w ogóle ktoś taki istnieje XD
7. I chyba najważniejsza mądrość nad mądrościami, Że tak naprawdę nie ma żadnych zasad, reguł, które obowiązują. Kiedyś moja znajoma powiedziała mi chyba najważniejsze słowa jakie mogłam wtedy usłyszeć i które brzmią w moich uszach do dziś: "Żeby robić to, co jest zgodne ze mną." Nie mam na myśli robienia jak zwierzę co się chce, podążając za nieokiełznanym instynktem. Mówię o porzuceniu presji i kierowanie się tym co się chce robić - ogólnie w życiu, a nawet w danym dniu czy momencie. Nie każdy jest lwem salonowym, nie każdy musi lubić oglądać seriale z Netflixa, nie każdy musi odwiedzać psy w schronisku i nie każdy musi czytać książki, bo na przykład woli Superexpress :D albo Kaczora Donalda.
Tyle ode mnie.
Dobrej nocy, dobrego dnia, dobrego popołudnia, dobrego wieczoru, dobrego poranka - w zależności, kiedy to czytasz :)
W takim razie jaki był dla mnie ten rok, czego się dowiedziałam, co mi się potwierdziło, a może co odkryłam.
1. Czas mija bardzo szybko. Ile setek razy rano szłam do pracy, odczuwałam stres przed tym co mnie czeka. Myślałam, że dziś nie dam rady, że ja tam po prostu nie chcę iść. I owszem, bywało i bywa różnie. Raz w porządku, innym razem nieprzewidywalnie, niesamowicie męcząco... tylko że już jest dawno po tym wszystkim. To i tak wszystko minęło. Ile razy miałam naprawdę słaby dzień w pracy, więc z niepewnością i strachem szłam do niej następnego dnia. I tego następnego dnia było świetnie. I wiecie co, takie sytuacje uczą mnie, że wszystko mija i minie. I te dobre chwile, ale i te fatalne. Że po złym czasie, w bardzo niespodziewanym momencie, przychodzi dobry. Ta myśl daje mi duże wsparcie, dla mnie samej. Uwielbiam dwa zdania, które wpisują się w to, co wyżej napisałam:
You've survived 100% of your bad days.
Even your worst days only have 24 hours.
Świadomość, że to i tak wszystko minie, daje mi sporo ulgi.
2. Drugą rzeczą, którą sobie uświadomiłam wraz ze świadomością upływania czasu, żeby nie brać tak wielu spraw na poważnie, jeżeli nie są naprawdę poważne ;) Czasem porównuję swoją sytuację życiową z ubiegłych lat z tym gdzie jestem dzisiaj. Parę lat temu marzyłam, modliłam się o to, żeby minęło mi coś, co uparcie mi nie mijało. Było to moją udręką i piekłem, jakby chorobą. I ja z tym żyłam, pracowałam, wychodziłam do ludzi, ale zawsze mi to towarzyszyło, ten ogromny dyskomfort. I wtedy myślałam sobie, że jakbym tego nie miała, to nie ma dla mnie już żadnej trudności w życiu. Po tym doświadczeniu na wiele rzeczy patrzę z nieco innej perspektywy. Wiele rzeczy straciło dla mnie wartość i znaczenie, na przykład typowa kariera, akceptacja innych, w dużej mierze zdanie innych. Włączył mi się tryb: ochrony siebie. Staram się otaczać siebie tym co dla mnie najbardziej komfortowe, bezpieczne.
3. W wieku 30 lat dowiedziałam się, że mam... wadę wymowy, a mianowicie seplenienie boczne. Serio! I przez to miałam problem, żeby dostać się na logopedię. Jak ja w to nie mogłam uwierzyć! Po prostu szok! Miałam wszystko zaplanowane... Aż tu nagle pani na rozmowie na studia uświadamia mnie, że mam ogólne dobre warunki na logopedę ale gorzej z wymową. I wtedy był ten moment, kiedy zrozumiałam, że nie idzie zgodnie z planem. Co ja mam teraz zrobić? To, czym się teraz zajmuję, miało być tylko etapem. W ogólnym rozrachunku dostałam się, bo moja wada jest do korekty. Nie jest to jakiś problem anatomiczny. W każdym k**** razie, tyle lat żyłam w przekonaniu, że wymawiam słowa poprawnie :D No to już wiem, że NIE.
4. Nie ma nic lepszego, niż czytanie sekcji komentarzy niemal pod czymkolwiek. Kto czyta komentarze, ten doskonale zrozumie jak bardzo można się popłakać ze śmiechu XD
5. Już chyba nigdy nie będę lekceważyć głosu intuicji. A jeżeli go zignoruję, to już w pełni świadomie XD Teraz trochę żartuję, ale początek roku był dla mnie fatalny właśnie przez to. W pracy zaproponowano mi pewną, znaczącą zmianę. Wszystko we mnie mówiło, żeby tego nie robić. Ale ja tym razem postanowiłam podejść do sprawy wyjątkowo rozumowo... Sama sobie tłumaczyłam i sama się przekonywałam, że ta zmiana będzie dobra. Nie wiem gdzie był wtedy mój prawdziwy mózg, ale chyba panował mróz i szare komórki były zahibernowane. Po przekonaniu samej siebie, że zmiana, będzie dobra, pozostało mi do dzisiaj płacić tego konsekwencje... Głos intuicji był bardzo silny, dużo mi mówił. Wiem dzisiaj, że należy wierzyć tylko sobie!!! Nie słuchać żadnych rad, namawiań, przekonywań, podpowiedzi.
I druga sprawa. Jeżeli mam się do czegoś lub kogoś przekonywać, to na pewno nie jest to odpowiednia rzecz i osoba dla mnie. P.S. Nie słuchajcie koleżanek, które będą Wam tłumaczyły, że ten chłopiec w modnych spodniach przed kostkę jest Waszym ideałem i że trzeba dać mu szansę XD i że uczucie nie przychodzi od razu, bo to wymaga CZASU (czytaj: nigdy) co najmniej 400 spotkań i przekonania siebie, że tak wygląda życie.
6. I nawiązując do tego o czym zaczęłam pisać wyżej. Kiedyś myliłam pewne cechy u mężczyzn. Na przykład. Koleś był dość wycofany, w miarę spokojny, nie starał się wyróżniać, nie popisywał się i nie udawał pewnego siebie, postrzegałam go za naturalnego w swoim zachowaniu. Tak bardzo ogólnie to określam. I ja często uznawałam takiego faceta za poczciwego, dobrego człowieka. Nie, to nie była poczciwość. Okazuje się, że za tym co interpretowałam jako poczciwość, była zwykła ofermowatość, brak ogólnie męskości, taka ogólna niepewność w stylu bycia. Myślę, że tak wybierałam, bo widzę wielu lovelasów, zdradzających, mających swoje kobiety, a oglądających się za połową tyłków obok nich przechodzących, fuckboyów, którzy udają nie wiadomo kogo, więc chyba zaczęłam uciekać w taką niby bezpieczną stronę. Ale to mnie nauczyło, że nie szukam skrajności, ale środka. Żadnych mięczaków i żadnych kozaków. Czy w ogóle ktoś taki istnieje XD
7. I chyba najważniejsza mądrość nad mądrościami, Że tak naprawdę nie ma żadnych zasad, reguł, które obowiązują. Kiedyś moja znajoma powiedziała mi chyba najważniejsze słowa jakie mogłam wtedy usłyszeć i które brzmią w moich uszach do dziś: "Żeby robić to, co jest zgodne ze mną." Nie mam na myśli robienia jak zwierzę co się chce, podążając za nieokiełznanym instynktem. Mówię o porzuceniu presji i kierowanie się tym co się chce robić - ogólnie w życiu, a nawet w danym dniu czy momencie. Nie każdy jest lwem salonowym, nie każdy musi lubić oglądać seriale z Netflixa, nie każdy musi odwiedzać psy w schronisku i nie każdy musi czytać książki, bo na przykład woli Superexpress :D albo Kaczora Donalda.
Tyle ode mnie.
Dobrej nocy, dobrego dnia, dobrego popołudnia, dobrego wieczoru, dobrego poranka - w zależności, kiedy to czytasz :)





Komentarze
Prześlij komentarz