Motywacja do tworzenia Enough. Czego się bardzo bałam, a co pozytywnego sobie powtarzałam w głowie

Miałam taki pomysł całkiem niedawno, żeby napisać posta o tym, co mnie pokrzepia, motywuje itd. Ale wiecie co? Przerósł mnie temat :D Chodzi mi o to, że w zasadzie jest to temat szeroki i mimo że zaczęłam go pisać, i on wisi w folderze "kopie robocze", to jakoś nie szło mi.

Dlatego dzisiaj, w ten gorący, majowy dzień, nie wiem zupełnie skąd, wpadł mi do głowy pomysł, żeby napisać nieco o mojej motywacji, ale w konkretnym obszarze. A mianowicie co mnie motywuje w prowadzeniu mojego konta z biżuterią. Napisałam już skąd pomysł na tworzenie biżuterii, ale kulisy, zostawiłam wtedy dla siebie.

Po pierwsze, to od pomysłu na tworzenie biżuterii i prezentowanie jej światu minęło około pół roku. Nie było to jednak pół roku ciężkiej pracy dzień po dniu. Wierzcie mi, że było w tym więcej  odkładania publikacji związanej głownie ze zwykłym obawami. Oczywiście, w międzyczasie musiałam bardzo dużo się nauczyć. Wiele bransoletek wykonać źle. Testowanie sznurków to był hit. Kombinowanie nad wieloma innymi drobnostkami wymagało czasu i czasami też frustracji. Wiecie, rękę do robótek mam, ale zrobić coś dla siebie, to jest totalnie inna sprawa niż wykonywanie biżuterii dla kogoś i branie za to, nawet niewielkich, ale pieniędzy. Szukanie informacji w przeróżnych źródłach jak robić bransoletki by przetrwały wszystko. To zajmowało mój czas i energię. W trakcie pojawiało się też wiele zwątpienia. 

               

Wiem, nie zaczynałam przedsięwzięcia na skalę światową, ale dla mnie było to ważne. Mimo że staram się mniej wymagać od siebie niż kiedyś, to jeszcze nie osiągnęłam stanu wewnętrznego chillu. Bardziej  rozumowo sama sobie tłumaczę, że nie muszę być najlepsza, najpracowitsza i że nie musi mi się udawać itd. i potrafię już wiele odpuścić, bardzo dużo nawet, ale serce, emocje nie dają czasem za wygraną. I tym razem też tak było. Skoro coś robię to wiązałam z tym nadzieję, że jakaś grupa ludzi się zainteresuje moją biżuterią. I wiecie czego się właśnie bałam najbardziej?! Nie tego, że komuś nie spodobają się moje prace i je skrytykuje. W ogóle mnie to nie interesowało. Ja się bałam, że NIKT, dosłownie NIKT nie będzie chciał mojej ani jednej bransoletki. To taka skrajność, ale wiecie, wiem, że na rynku jest dużo biżuterii obecnie, konkurencja jest spora, a ja ze swoją maluteńką twórczością z nieznaną nikomu nazwą wychodzę na świat. Tego się właściwie najbardziej obawiałam. Że to bez sensu, że nie umiem, że nie mam wystarczającej ilości kontaktów, no i że nikt tym się nie zainteresuje. Przy okazji mało komu powiedziałam o swoich niecnych planach w razie klęski. Takie myślenie biało-czarne - albo się uda, albo się nie uda.

Ok, to już wiecie mniej więcej co mnie hamowało. Gdybym jednak posłuchała się tylko moich lęków, to nigdy nie otworzyłabym konta z biżuterią. Kontra moje lęki, były moje myśli, które mnie motywowały, wspierały. Co takiego sobie mówiłam, myślałam? Po pierwsze, czy ja cokolwiek tracę publikując moją biżuterię? Praktycznie zero. Przecież nie biorę na to kredytu na sto lat. Stracę najwyżej ileś tam złotych. Po drugie, kiedy mam zacząć jak nie teraz? Obecnie jestem w takim okresie życia zawodowego, że otworzenie konta z biżuterią jest idealnym momentem, wypełniaczem czasu. Że najprawdopodobniej, drugi taki czas jaki mam teraz nie pojawi się być może już nigdy. Po trzecie, warto próbować! Jeżeli nie spróbuję, to się naprawdę przenigdy nie dowiem co by mogło z tego wyjść. A czas i tak by przeleciał. A wiem sama, że z perspektywy lat jak się spojrzy na swoje obawy, to są one takie malutkie, takie śmieszne, że wiedziałam, że jak kiedyś przypomnę sobie moje wątpliwości związane z otworzeniem konta z biżuterią, to będą żałowała, że się nie zdecydowałam, że niczego nie traciłam, a mogłam jedynie zyskać. Po czwarte, czułam i wiedziałam, że moje bransoletki są ładne. Trochę to nieskromne, ale wierzcie mi, że tworzę taką biżuterię, którą sama też zawsze chciałam mieć i ją noszę cały czas. Ok, może nie każdy chce ją mieć, ale czy można powiedzieć, że jest brzydka? Uważam, że nie.

A teraz cieszę się z każdego dobrego słowa, które dostaję od Was. Są osoby, które już wracają do mnie po bransoletki i to jest dla mnie wręcz wzruszające! Naprawdę! Pamiętam dzień publikacji mojego konta i miły odzew ze strony znajomych. I pierwsze zamówienia. Czarny scenariusz się nie spełnił :D Podobno 3/4 naszych lęków nie spełnia się. Jestem tego przykładem, może sobie taką tapetę w telefonie, przypominajkę zrobię z tym zdaniem, żeby nie zadręczać się tak na co dzień ;) 

Tyle niepewności i lęku było we mnie. Kiedyś koleżanka przy życzeniach urodzinowych życzyła mi tak dużej wiary w siebie jaką mam, żebym taką miała cały czas :D Podziękowałam jej tylko i wyciągnęłam refleksję, że może niektórzy widzą mnie inaczej niż czuję się sama ze sobą. Niezłe. 

Teraz kiedy wymagania wobec siebie niezdrowo rosną, to przypominam sobie, że tworzenie biżuterii to moje hobby, a po drugie wszystko wymaga pracy i dobrych efektów nie ma od razu. Tego ostatniego, czyli cierpliwości do efektów, uczy mnie sport. Po miesiącu crossfitu wiedziałam, że nie da się w 30 dni nadrobić 26-letniego braku aktywności fizycznej :P hahaha serio. Teraz po prawie 3 latach dość regularnych treningów przychodzą do mnie jakieś konkretne umiejętności, ale pracowałam na nie przez ten długi czas, krok po kroku. No i cóż, szukam inspiracji do tworzenia nowej biżuterii. Pomysłów mam dużo i czasami na maksa się jaram samym procesem na przykład robieniem zdjęć czy przygotowywaniem biżuterii. Cieszy mnie każdy lajk (nie wierzę, że to piszę haha), każde polubienie strony. No i gaszę pożary w mojej głowie co jakiś czas :)

Wczułam się w tego posta, bo powiem wam, że sporo od siebie napisałam. Mam cichą nadzieję, że może ktoś poczuje trochę więcej siły do działania po tym poście. Mnóstwo osób nie ma pojęcia ile inspiracji do działania i innych zadań życiowych mi daje. Peace out!







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Powiew wiosny, ciepło nadchodzi, moje (ambitne) plany na wakacje :)

Czego nie wiedziałam mając 20 lat, a wiem mając 30

2019 - co mi po tobie zostaje?